W śródmieściu Bydgoszczy złodzieje w biały dzień wyrywają przechodniom torebki, kradną towary z półek sklepowych, grają na nosie policjantom i strażnikom miejskim. Jeden z poszkodowanych opowiada jak gonił złodzieja na ulicy, a ten omal nie wpadł na radiowóz municypalnych. Strażnicy jednak nie raczyli nawet wyjść z samochodu.
Zuchwałe kradzieże “na wyrwę” są już czymś tak powszechnym, że właściwie przestały szokować kogokolwiek. Z okien naszej redakcji widzieliśmy jak dwóch wyrostków zaczepia mężczyznę opierającego się o kulę, i nagle jeden z nich zrywa mu z szyi łańcuszek. Chłopcy zniknęli w bocznej ulicy zanim poszkodowany zdążył się połapać o co chodzi. Innym razem młodociany przestępca upatrzył sobie dwie kobiety. Kiedy przechodziły obok bramy, złodziej wyskoczył z niej, zerwał jednej z kobiet łańcuszek z szyi i uciekł. Dopiero po fakcie poszkodowana zdała sobie sprawę, że była obserwowana przez dwóch “naganiaczy”, którzy stali przed kamienicą.
Plaga kradzieży dotknęła także właścicieli sklepów w śródmieściu. Na samej tylko ulicy Pomorskiej nie znaleźliśmy sklepu czy punktu usługowego, w którym nie opowiedziano by nam o jakimś napadzie.
- Najczęściej polega to na tym, że klient kładzie pieniądze na ladzie i wtedy stojący za nim złodziej bierze je i ucieka ze sklepu. Przestępcy wykorzystują to, że jest ciepło i drzwi są otwarte, więc droga ucieczki jest ułatwiona – mówi właściciel jednego ze sklepów przy ul. Pomorskiej.
Handlowcy starają się unikać takich incydentów i proszą klientów, aby nie kładli gotówki na ladę. W niektórych sklepach wiszą nawet stosowne tabliczki.
Co policja zamierza zrobić z plagą kradzieży?: – Nie możemy stawiać funkcjonariusza co pięć metrów na każdej ulicy, ale rejon śródmieścia objęty jest “bezpieczną strefą”, gdzie wysyłamy więcej patroli, także ubranych po cywilnemu. Czasami udaje się dzięki temu złapać przestępców na gorącym uczynku. Nasza rada jest jednak taka, aby osoby które zostały okradzione, głośno zwracały na siebie uwagę, krzyczały, szarpały się. Wtedy jest szansa, że sprawca zostanie zatrzymany przez przechodnia albo będący w pobliżu patrol – mówi podkom. Jacek Krawczyk, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy.
Okazuje się jednak, że nawet tam gdzie stróże prawa mogliby interweniować, pokrzywdzeni mają do czynienia z ich bezczynnością. Przykładem służy pan Janusz W. z komisu przy ul. Pomorskiej.
- W maju młody, może 17-letni chłopak ukradł mi telefon komórkowy. Ruszyłem za nim ulicą, krzyczałem “złodziej”, ale nie miałem szans bo chłopak był o wiele młodszy i szybszy. Jednak zauważyłem, że biegnie wprost na zaparkowanego “lublina” straży miejskiej. W środku siedziało dwóch municypalnych, więc pomyślałem że zaraz złapią złodzieja. Ale nawet nie wyszli z auta, jeden z nich tylko uchylił drzwi i popatrzył za uciekającym złodziejem. Złożyłem doniesienie o zaniechanie czynności służbowych przez strażników, ale z tego co wiem to sprawa została umorzona – opowiada poszkodowany.
Rzecznik prasowy bydgoskiej Prokuratury Okręgowej Jan Bednarek wyjaśnił nam, że postępowanie w tej sprawie jest w toku. Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Północ wszczęła je 3 czerwca po doniesieniu kierownictwa straży miejskiej, którego zdaniem funkcjonariusze mogli popełnić przestępstwo zaniechania czynności służbowych. Wszystko jednak wskazuje na to, że municypalni nie zostaną oskarżeni. Jak twierdzi prokurator Bednarek, aby dowieść im popełnienie przestępstwa, trzeba by udowodnić, że działali z premedytacją (choć w tym wypadku właściwiej byłoby powiedzieć, że nie działali). Tymczasem municypalni twierdzą, że nie widzieli zdarzenia, a pokrzywdzony im nic nie zgłaszał. Więc nie zareagowali na przestępstwo nieumyślnie.
Jak jest więc recepta na złodziei? Zdaniem Janusza W. gorzka: “płacz i płać”.
Autor artykułu: jar