Wspomnienia z Ameryki


Mirosław Rzepa, były piłkarz bydgoskiego Zawiszy, ostatnie miesiące spędził w Stanach Zjednoczonych. W zawodowej lidze Major League Soccer bronił barw Columbus Crew. Nie udało mu się jednak z kolegami awansować do play-off. Wrócił z powrotem do Polski. Na kolejną ofertę nie musiał długo czekać. Zgłosili się po niego działacze Stomilu Olsztyn z trenerem Józefem Łobockim na czele. Do podpisania kontraktu jeszcze nie doszło, Rzepa czeka bowiem na swój certyfikat z USA.

- Do czerwca 2002 roku miałeś podpisaną umowę z szefami MLS. Czyżby podziękowali Tobie za grę przed upływem kontraktu?
- Mówiąc inaczej, władze ligi nie przedłużyły ze mną rocznej umowy. Mają do tego prawo. Podobnie jak mogą mi kazać grać w innym klubie…
- Czyli kluby nie mają wiele do powiedzenia?
- To prawda. W każdym działa bowiem menedżer oddelegowany z MLS.
- Możesz krótko przypomnieć okoliczności, w jakich trafiłeś do Columbus?
- Trener Adam Topolski polecił mnie Johnowi Kowalskiemu, menedżerowi działającemu w USA, który szukał zawodnika w miejsce kontuzjowanego obrońcy. Skorzystałem z propozycji i wraz z rodziną polecieliśmy zza ocean. Z wyjazdem nie było problemów, ponieważ wcześniej “rozliczyłem się” z Odrą Opole.

- Być może do USA już więcej nie wrócisz. Jak wspominasz pobyt w tamtym kraju?
- Przyznaję, że byłem pod wrażeniem. Nieodzowna okazała się opieka Roberta Warzychy, który gra w Columbus, a w Stanach Zjednoczonych zostanie najprawdopodobniej na stałe. Dużo mi pomógł, poszukał nam mieszkanie, które opłacał klub. Oprócz czynszu trzeba było również zapłacić za wynajęte meble biurowe
Na pewno zaskoczeniem była oprawa meczów. Przed każdym spotkaniem gracze wybiegali kolejno na boisko, a później musieliśmy wysłuchać hymn państwowy. Występowałem w koszulce z nr 23., zrobili ze mnie Jordana. Po meczu natomiast trzeba było prawie dwie godziny poświęcić kibicom, ponieważ ustawiała się długa kolejka po autografy.

- Co najbardziej utkwiło Tobie w pamięci?
- Przelot samolotem, którym najczęściej latają koszykarze. Czego tam nie było… W każdej kabinie telewizor, dvd, gry komputerowe.

Kiedyś na nasz mecz przyjechał Krzysztof Oliwa, hokeista Columbus Blue Jackets. Zamieniłem z nim kilka zdań. Zdradził, że w kontrakcie ma zawartą klauzulę, która mówi, iż w każdej kwarcie musi wywołać bójkę, a najlepiej wyeliminować najlepszego zawodnika wśród rywali…
- Zagrałeś przeciwko Piotrowi Nowakowi, asowi Chicago Fire?
- Dwa ostatnie mecze mieliśmy zaplanowane właśnie z Chicago, lecz do naszej bezpośredniej konfrontacji nie doszło. Najpierw on pauzował za kartki, potem ja otrzymałem czerwoną i nie mogłem grać.

- Czy w rundzie wiosennej będziesz grał w I-ligowym Stomilu Olsztyn?
- Jeszcze nie wiem. Rozmowy są w toku, a konkretnie usiądziemy do negocjacji dopiero po otrzymaniu z MLS mojego certyfikatu.
- Co zamierzasz jeszcze w piłce osiągnąć?
- Trudno pytanie. Na pewno chcę nadal grać na dobrym poziomie, póki zdrowie pozwala…
- Dziękuję za rozmowę.

Autor artykułu: Rozmawiał: MARCIN KARPIŃSKI

Tags: , ,

Comments are closed.